resztki karpia…

…po świętach niejednemu jeszcze odbija się ten charakterystyczne smak króla naszych stołów. Choć sama ryba z takiego wyróżnienia niezbyt się cieszy. Bywają i tacy, którzy, doprawiwszy Wigilię nieco mocniejszą oranżadą, „odbicie” doprowadzili do końca…ale wtedy niezależnie od zjedzonych potraw wyrzucali z siebie kutię. Nie pomogły nawet doniesienia o ~300.00 Rosjan, którzy w styczniu mają zamarznąć z przepicia…Może dlatego, że przed pierwszą gwiazdką można już było wdepnąć w pierwszą wiosenną psią kupę?

Ważne, że po raz kolejny udało się przez dwa (a czasem i trzy) dni odczuwać ten miły ból w trzewiach, który jest w rzeczywistości manifestacją uszkodzeń ścian żołądka spowodowanych jego rozdęciem. Druga ważna rzecz to dostarczenie nam tematów do dyskusji na kilka następnych dni….bo przecież w prawie każdym domu cioci Kazi utknęła w gardle „zemsta Cyprinus carpio” a wuj Karol dostał po raz kolejny parę skarpetek i pasek, którym nie dopnie się bez dodatkowej dziurki.

Historie te jednak zdezaktualizują się za rok, a już za parę dni przestaną być opowiadane…

Od soboty głównym tematem rozmów będą opowieści o wiele ciekawsze i bardziej zasakujące…bo  odtwarzane zespołowo 😛

%d bloggers like this: