jedzie kolej…

…a może odwrotnie?

Zaczęło się w niedzielę rano. Obudziłem się dość późno i długo wpatrywałem się w spaghetti na moich oczach. W końcu podniosłem powieki aby ujrzeć jasne światło…Na pociąg zdążyłem w ostatniej chwili okupując to brakiem śniadania i piętnastoma złotówkami dla taksówkarza.

W pociągu upolowałem (dosłownie) jedno z ostatnich miejsc w przedziale klasy „muzeum transportu”. Przez kilkadziesiąt kilometrów podróży pasażerowie wymieniali się indagującymi spojrzeniami i nieskrywanymi pociagnięciami nosem…ŚMIERDZIAŁO

Następnie każdy wstawał zaczerpnąc świerzego powietrza na korytarzu. Wtajemniczony zauważy, że dzięki takim wyjściom pasażer automatycznie wykluczał się z kręgu podejrzanych (po pierwsze: manifestowalismy tym krokiem swoje obrzydzenie; po wtóre: „to nie ten – wyszedł a smrodek został”). Wskutek manewrów spojrzenia ustały…Zapach był nieodłączną właściwością materii, z której  przedział stworzono (w czasach jego powstania nie było jeszcze „budowania”, gdyż nie istnieli jeszcze ludzie).

Doszliśmy do wniosku, że zapaszek został sprytnie ukryty w siedzeniu i każdy ruch wzmaga jego uwalnianie. Źródłem substancji zapachowej mógł być zbiornik będący integralną częścią jakiegoś jegomościa lubiącego alkohol. Zbiornik ten lekarze nazywają vesica urinaria.

Droga powrotna była pozbawiona zapachu….była nawet pozbawiona koleiPo zmianach w rozkładzie dwa pociągi powrotne zamieniły się w jeden, jadący z innego peronu i o wcześniejszej godzinie. Wiedziała o tym pani w informacji, jednak pani w kasie już niekoniecznie.

Opisałbym wszystko w kolejnym wpisie, ale właśnie z powodu jego nazwy tego nie zrobię 😛

zdawać by się mogło…

…że to kolejny wpis na blogu…Tak powinienem zacząć, jeśli miałbym wpisać się w medialny trend.

Nie wiem czy zauważyliście, ale większość zaskakujących informacji w telewizji zaczyna się od takiego właśnie wstępu.

„zdawać by się mogło, że…”, „z pozoru to normalny/jeden ze zwykłych/najnormalniejszy…”, „na pierwszy rzut oka to…”

Głos z offu musi coś mówić przy najeździe na tabliczkę z logo instytucji, tablicę z nazwą miejscowości czy „na pierwszy rzut oka niepozorny samochód”, aby móc później z trwogą opowiadać o strasznych wydarzeniach w rzeczonej mieścinie lub z euforią oddać się opisowi samochodu na wodę (koniecznie niegazowaną) .

Telewizja ma to do siebie, że widza musi w sprawę wprowadzić łagodnie, a najwygodniej zrobić to ogólnym planem miejsca akcji, najazdem na główną postać materiału czy tajemniczym przejazdem pojazdu przed kamerą. I takie rozpoczęcie wiadomości jest niemal tak pewne jak zakończenie reportażu rozmyciem obrazu wariacją na temat pierwszego ujęcia materiału (szeroki plan na miejscowość, odjazd „z pozoru normalnego” samochodu).

Przy tych ujęciach, prócz obrazu, konieczny jest głos narratora. Zakończenie materiału nie nastręcza aż takich problemów – wystarczy błyskotliwa pointa reportera. Jednak z wstępem jest problem Ciężko o niesztampowy wstęp, szczególnie gdy praca kamery jest szablonowa.

Inaczej jest z informacjami radiowymi…tu spiker kreuje wstęp do newsa…ma dwie sekundy, żeby zaciekawić informacją i trzy, żeby przejść do meritum…

…włączam „Trójkę

kto psuje naszą-rybę?

…nasz najsłynniejszy portal z reklamami już od dłuższego czasu kopiuje fejsbuka, oczywiście pozostając przy rodzimej formule „wciśnij baner tam gdzie wlezie”. Tak było tez z klonem fejsbukowej ściany nazwanym „śledzik”.

Śledzik idealnie wpasował się w nasze-realia – zarówno śledzenie się wszystkich nawzajem jak i śledzik jako zakąska są w Polsce niezwykle popularne.

…od początku gros ruchu na śledziku generowały quasi-protesty udawadniające, że ruchu na nim nie ma [sic!], że jest zbędny i w ogóle nikt go nie używa. Ciekawe jaką część tych wypowiedzi wygenerowała administracja/twórcy „nowej funkcjonalności”?

Jednak czy śledzik jest z założenia zły? Wszak ściana na fejsbuku nie jest przez polskich użytkowników torpedowana…a polskie mikroblogi radzą sobie całkiem nieźle (–>flaker, blip)…Co sprawia, że sympatyczna ryba budzi taka antypatię (przynajmniej części) użytkowników?

Może to, że to tylko (niekompletna zresztą) kopia wcześniejszego rozwiązania?
Może to kwestia sposobu (nad)używania śledzika?

  • …kiedy zniknęły protesty pojawiły się reklamy w postaci polecanych gwiazdeczek show-biznesu, z coraz to młodszym Krzysiem I. na czele…i śledzik znów pławił się w protestach
  • …w końcu ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby skonstruować strony, które śledzą się same (może z małą pomocą 10 mln użytkowników)…mało kto przypuszczał, że każda taka strona szybuje w rankingach Google dzięki sporej ilości odwiedzin i linków z nk
  • …jeszcze sprytniejsi okazali się cwaniacy od darmowych doładowań i jeszcze bardziej darmowych eurogąbek

Koniec końców to MY jesteśmy twórcami śledzika…to użytkownik bezmyślnie kopiuje wpis kolegi, to użytkownik pisze o darmowych doładowaniach , to użytkownik wreszcie chce usunąć śledzika, a kiedy już znajdzie sensowny sposób z użyciem dodatku AdBlock plus do Firefox’a, to śledzika zostawia (chociażby dla poczytania jak inni śmiecą)…

Ciekawe czy mój wpis mieści się w kategorii śledź-informacji czy śledź-spamu? 😛

%d bloggers like this: