Człowiek w gazowej masce

Film zawsze pociągał pana szpika…nie tylko od strony biernej, ale i czynnej…zawsze miał pan szpik ochotę zagrać „Rannego Łosia” lub „Krzak numer 4” w jakiejś znaczącej produkcji…(zresztą raz już się wygłupiał w [nawet wpadającym w uch] teledysku C-mon & Kypski)

…I oto, nagle pojawiła się możliwość wygłupów przed kamerą połączonych z możliwością udziału w cokolwiek ciekawym projekcie…

Postanowili bowiem przypomnieć o sobie panowie Ridley Scott i Kevin Macdonald…Recepta jest prosta: zrobić nowatorski dokument na festiwal Sundance, ale skupić się tylko na montażu…niech użytkownicy Youtube nakręcą go sami…Dodatkowym plusem jest oczywiście promocja wśród społeczności lubiącej oglądanie spiraconych teledysków 😛

„Life in a day”, bo tak się projekt nazywa, ma dokumentować jeden dzień z życia mieszkańca Ziemi…Sama inicjatywa niezła, ponoć nie trza nawet mówić po angielsku…Patrząc jednak na statystyki wysyłki widzę, że będą mieli panowie spore problemy z nadreprezentacją mieszkańców JUESofEJ. Aby pomóc twórcom, panszpik, pod postacią „Człowieka w gazowej masce” (zawsze lepsze to od kubełka z KFC z napisem „Funeral„), dorzucił swoje sekundy do wielkiego pudła ludzi.

________________________________________________

* Wprawne oko zauważy, że na Youtube wiszą jeszcze dwa filmy, niewarte jednak załączania

** Wprawniejsze oko dostrzeże, że kręcił panszpik te filmy raczej dla siebie…i za nic ma sobie ewentualną kwalifikację do finalnej wersji filmu

pararecenzja…

…wpisu tego nie sposób nazwać recenzją…ciężko też przypisać go jednoznacznie do którejś z kategorii…bo i film, który tu opisuję jest…no właśnie-jakie jest „Moje Winnipeg” Guya Maddina?

Dzieło kanadyjskiego reżysera ociera się o stylistykę paradokumentu, śledztwa dziennikarskiego czy autobiografii w takim samym stopniu co o kino noir i i produkcje propagandowe…i sprawia krytykom problemy podobne do tych generowanych przez grupę The Mars Volta.

Winnipeg z pogranicza snów i wspomnień Maddina można zobaczyć w kinach studyjnych, od dziś także w jednym z naszych kin (patrz tagi). Dziwi mnie tylko niska frekwencja na premierowym seansie w Toruniu – na widowni było całe sześć osób…dwie z nich podejrzewam o pracę w kinie. Może to kwestia słabej promocji? Ech, gdyby nie facebook…

Szkoda, bo film jest zdecydowanie wart obejrzenia…Specyficzne poczucie humoru i, przede wszystkim, genialna realizacja to największe atuty tej nietypowej produkcji…która obrana z dygresji i artystycznej otoczki nie opowiada właściwie żadnej historii…

…i tu jest właśnie maestria – opowiadać o czymś 80 minut, wzbudzić zachwyt (przynajmniej części) widzów a jednocześnie uniemożliwić im zrecenzowanie dzieła 😛

%d bloggers like this: