world bez photo…

…piątkowy wieczór w grodzie Kopernika zdominował wernisaż World Press Photo. Otwarcie wystawy z wystawianymi zdjęciami jednak niewiele miało wspólnego.

Dla niektórych najważniejszy był kieliszek darmowego trunku, dla innych spotkanie ze znajomymi…nieliczni próbujący skoncentrować się na zdjęciach musieli przede wszystkim :

  • zaplanować trasę w labiryncie wystawienniczym
  • obserwować przelatujące łokcie
  • ignorować GŁOWY pojawiające się w przestrzeni oko-zdjęcie

Ci wymagający mniej czasu na zapoznanie się z fotografią przyjmowali strategię GŁOWY, co wychodziło im nader sprawnie. (Na oglądanie zdjęć panszpik poleca czwartek)

Jednak wernisaż World Bez Photo świętem fotografii pozostał…

Tłumy fotoreporterów (i aspirujących do tego tytułu ekscentryków) marzących o tym, że kiedyś i oni (albo chociaż ich prace) tu zawisną, walczyły w nieoficjalnym pojedynku na największą liczbę klatek na sekundę. W powietrzu unosił się wręcz zapach spoconych baterii od cyfrówek…

…panszpik też z chęcią wziąłby udział w szturmie na spiralne schody z cyfrowym kolegą w dłoni, jednak przed wyjściem nieświadomy obiecał sobie, że idzie zdjęcia tylko oglądać 😛

Reklamy

pararecenzja…

…wpisu tego nie sposób nazwać recenzją…ciężko też przypisać go jednoznacznie do którejś z kategorii…bo i film, który tu opisuję jest…no właśnie-jakie jest „Moje Winnipeg” Guya Maddina?

Dzieło kanadyjskiego reżysera ociera się o stylistykę paradokumentu, śledztwa dziennikarskiego czy autobiografii w takim samym stopniu co o kino noir i i produkcje propagandowe…i sprawia krytykom problemy podobne do tych generowanych przez grupę The Mars Volta.

Winnipeg z pogranicza snów i wspomnień Maddina można zobaczyć w kinach studyjnych, od dziś także w jednym z naszych kin (patrz tagi). Dziwi mnie tylko niska frekwencja na premierowym seansie w Toruniu – na widowni było całe sześć osób…dwie z nich podejrzewam o pracę w kinie. Może to kwestia słabej promocji? Ech, gdyby nie facebook…

Szkoda, bo film jest zdecydowanie wart obejrzenia…Specyficzne poczucie humoru i, przede wszystkim, genialna realizacja to największe atuty tej nietypowej produkcji…która obrana z dygresji i artystycznej otoczki nie opowiada właściwie żadnej historii…

…i tu jest właśnie maestria – opowiadać o czymś 80 minut, wzbudzić zachwyt (przynajmniej części) widzów a jednocześnie uniemożliwić im zrecenzowanie dzieła 😛

%d blogerów lubi to: