Człowiek w gazowej masce

Film zawsze pociągał pana szpika…nie tylko od strony biernej, ale i czynnej…zawsze miał pan szpik ochotę zagrać „Rannego Łosia” lub „Krzak numer 4” w jakiejś znaczącej produkcji…(zresztą raz już się wygłupiał w [nawet wpadającym w uch] teledysku C-mon & Kypski)

…I oto, nagle pojawiła się możliwość wygłupów przed kamerą połączonych z możliwością udziału w cokolwiek ciekawym projekcie…

Postanowili bowiem przypomnieć o sobie panowie Ridley Scott i Kevin Macdonald…Recepta jest prosta: zrobić nowatorski dokument na festiwal Sundance, ale skupić się tylko na montażu…niech użytkownicy Youtube nakręcą go sami…Dodatkowym plusem jest oczywiście promocja wśród społeczności lubiącej oglądanie spiraconych teledysków 😛

„Life in a day”, bo tak się projekt nazywa, ma dokumentować jeden dzień z życia mieszkańca Ziemi…Sama inicjatywa niezła, ponoć nie trza nawet mówić po angielsku…Patrząc jednak na statystyki wysyłki widzę, że będą mieli panowie spore problemy z nadreprezentacją mieszkańców JUESofEJ. Aby pomóc twórcom, panszpik, pod postacią „Człowieka w gazowej masce” (zawsze lepsze to od kubełka z KFC z napisem „Funeral„), dorzucił swoje sekundy do wielkiego pudła ludzi.

________________________________________________

* Wprawne oko zauważy, że na Youtube wiszą jeszcze dwa filmy, niewarte jednak załączania

** Wprawniejsze oko dostrzeże, że kręcił panszpik te filmy raczej dla siebie…i za nic ma sobie ewentualną kwalifikację do finalnej wersji filmu

Tymochowicz Gate

…kopie zapasowe (szczególnie w biznesie) są w cenie…Chomikujemy sobie dokumenty, czasem kopie filmów i muzyki (nie zawsze będąc w posiadaniu oryginału :P)…Poniekąd kopiujemy też samych siebie, pisząc blogi i obnażając się na facebooku…Jednak umożliwienie utrwalenia danej osoby na styku rzeczywistości (realnej i wirtualnej; zawsze w tej kolejności) pana szpika zaciekawiło…

Nie pamiętam już jak na nową zabawkę pana Tymochowicza trafiłem, jednak stało się, wylądowałem na stronie logowania do SOLARIS GATE (ke?) i zacząłem drążyć…

No więc pan Tymochowicz, jako prezes giełdowej spółki Infinity, proponuje nowy, płatny (ke? pisane boldem) portal społecznościowy o (z pozoru przynajmniej) odmiennej formule…Cudo to ma rzekomo gromadzić dane użytkownika w sposób inteligentny i oparty na skomplikowanych algorytmach (w natchnionym opisie produktu nie stroni pan Piotr od tych długich, trudnych słów :P), dodatkowo ma umożliwiać zdeponowanie próbki DNA w postaci cebulki włosa.

Wszystko po to, by użytkownik żył wiecznie (!?), a z pozostawionych informacji korzystali potomni (do poziomu rozmowy z wirtualnym dziadkiem włącznie)…Dziwne, prawda? Za dziwne uznało to zjawisko także środowisko giełdowe: w czasie debiutu spółki na NewConnect zanotowała ponad 60% spadek.

Pan Piotr jednak dopiął swego (tak jak wcześniej przy kreowaniu polityka z „kogoś z ulicy”; patrz: dokument „Jak to się robi”). Dzięki awatarowi będzie mógł Tymochowicz szkolić wiele osób naraz, a po drugiej stronie Atlantyku może nawet znaleźć naiwaniaków płacących równowartość 97 zł za założenie konta i 57 zł rocznego abonamentu 😛

Najcenniejsze zaś jest dla ojca tego przedziwnego tworu to, że się o nim mówi…a autor tego bloga, mimo, że sam portal uważa za arcykomiczny, docenia strategię twórcy 😉

cel społecznościowy…

Zastanowiło pana szpika mocno to pojęcie…Ukute na potrzeby nowego regulaminu serwisu, ładnie przykrywa chyba cele wszelakie (rzecz jasna nie zakładam działania kogokolwiek w złej wierze). Niemniej jednak nasza-klasa przeszła w stan NK i, kryjąc część nazwy wymaga czegoś zupełnie odwrotnego od użytkowników.

W edycji konta (Zaawansowane->Zgody) widnieje piękny napis:

W tym miejscu możesz zdecydować, które ze zgód akceptujesz.

Ha! Możesz, a owszem, ale brak akceptacji choćby jednej z nich daje Ci w odpowiedzi taki oto ekran…

zrzut_ekranu_nkSą tylko dwie możliwe reakcje na nowy regulamin NK:

  • usunąć konto
  • dać kolegom z Wrocławia „zgodę na użycie mojego zdjęcia głównego (w tym wizerunku) […] wraz z imieniem, nazwiskiem lub pseudonimem […] w celach reklamowych Spółki i jej kontrahentów, w ramach Serwisu lub poza Serwisem, w szczególności realizując cel społecznościowy”. Koledzy nie zapomnieli rzecz jasna o zgodzie na wykorzystanie danych dot. aktywności w portalu do celów wszelakich.

Najzabawniejsze w całej sprawie jest to, że w rozmowie z panem Weissem prawnik NK (w obecności prezesa) idzie w zaparte i mówi, że brak zgody na przetworzenie wszystkiego co się da na dodatkową kasę z reklam wcale nie skutkuje wykopaniem z portalu…

Choć w ogólności „giving up is not an option for me”, to w tym jedynym przypadku pan szpik poddaje się i po prostu kasuje konto…

…Choć przeszedł mi przez myśl zakup wuwuzeli i wycieczka do Wrocławia na ulicę Bema 😛

pozytywy meczu Hiszpania-Polska

 

 

 

 

 

 

 

zaplątani w sieci…

…na fali artykułów w prasie rodzimej i nie tylko zresztą, panszpik zabiera się za objawy uzależnienia od sieci (głownie zaś serwisów społecznościowych). Nie chodzi jednak tylko o uzależnienie od facebooka  (bo ktoś mógłby pomyśleć, że cała akcja jest sponsorowana przez kolegów Pana Gąbki*) a od wszelkiej maści „spoołecznościowek”, które powstają jak grzyby po deszczu (panszpik widział już przycisk „Share” z ponad 50 opcjami :P).

Przeanalizujmy (z autopsji?) objawy niepokojącego przywiązania:

  • 1. Wstajesz i logujesz się, żeby powiedzieć Światu, że już jesteś na nogach (najczęściej w formie: „FFFUUUU!”,  „Dejm, zaspałem!”, lub „X dołączył do grupy Poniedziałku wyp*****laj!”).
  • 2. Zmieniasz obowiązki domowe: zamiast sprzątnąć pokój, wolisz sprzątnąć wrogiego capo w grze z gatunku „mafijnych”, miast skosić trawnik (jeśli takowy posiadasz) – odliczasz do 11:07, żeby zebrać wirtualne truskawki**.
  • 3. Przestajesz lubić, dajmy na to, muzykę Led Zeppelin…zaczynasz „Lubić to!” (rzecz jasna dotyczy to także wypowiedzi w realnym świecie; o ile jeszcze używasz tak przestarzałej drogi komunikacji… zresztą „dwukropek P” dużo łatwiej napisać, niż pokazać z należytym wdziękiem)
  • 4. Zapraszasz wszystkich znajomych swoich znajomych, oraz znajomych znajomych tychże…mimo, że na ulicy części nawet nie poznajesz…Oczywiście dołączasz też do grupy szybko powiększającej twój klan w jednej z gier i zapraszasz wszystkich – to „przyjaciele” do grania.
  • 5. Kiedy dodajesz link i nie dostajesz lawiny komentarzy i „lajków”, patrzysz, kto ze znajomych jest on-line*** i komentujesz ich aktywność, wcale a wcale nie licząc na wzajemność.
  • 6. Przy wyborze telefonu szukasz takiego, który obsługuje mobilne wersje Facebooka i naszej-klasy.****
  • 7. Dziwisz się, kiedy ktoś funkcjonuje bez konta na Facebooku…zachęcasz do dołączenia słowami: Na fejsie jestem codziennie, telefonu i tak prawie nie używam.
  • 8. Czerpiesz aktualności ze Świata z portali społecznościowych – przecież jak zdarzy się coś naprawdę ważnego, ktoś doda link do wiadomości.
  • 9. Zostajesz fanem Małego Głoda zgodnie z sugestią znajomych, a potem kupujesz jogurt francuskiego koncernu i nie zdajesz sobie sprawy, czemu wybrałeś ten (przecież wiesz, że zawiera żelatynę i kolorek z czerwonych robaczków).*****
  • 10. Klniesz jak przewodniczący kongresu szewców, kiedy Facebook padnie na kilka godzin. Znajomych, którzy nadal wolą naszą-klasę przekonujesz, że w porównaniu do niezawodnego Facebooka, nk wiesza się bez przerwy.******
  • 11. W czasie pisania tego tekstu zmieniasz nazwę kategorii „lubię” swojego bloga na „lubię to!”.

Najbardziej uzależnieni…a na nich liczę, w tym miejscu szukają swojego ulubionego portalu (TAK, można kliknąć więcej niż jeden link), i rozsyłają informację o tym wpisie do znajomych.

[facebook] [nasza-klasa] [blip] [twitter] [flaker]

„dwukropek P” „dwukropek P” „dwukropek P”

_____________________________________________________

* nasza-klasa też zresztą wciąga….ostatnio głównie 13-latki, szukające kontaktu z zapomnianymi znajomymi z wcześniejszych lat szkolnych

** istnieją, rzecz jasna, stronnictwa konkretnych aplikacji, jak i zaciekli wrogowie głupoty danego rozwiązania…większość gier opiera się jednak na wariacjach tego samego silnika, a liczbę twórców milionów aplikacji można by policzyć na palcach rąk pierwszego lepszego mutanta popromiennego

***to są jeszcze jacyś znajomi off-line?

****w głębi duszy czekasz na uruchomienie obsługi komórki przez Facebooka

*****marketingowcy za ścianą zacierają ręce i dodają kolejną postać z reklam na facebooku

******podobnie postępują użytkownicy Apple, wychwalający iPhone 3GS, mimo, że jak się zawiesi, to nie idzie nawet wyjąć baterii 😛

płynny wpis…

…sporo było ostatnio lania

…przez juwenalia lało się na studentów z góry, ludzie o opływowych głowach lali studentów z boku (później także z góry, na skutek zmiany położenia studenta)…generalnie wszyscy bywali w ten czy inny sposób zalani (o co było łatwo, bo dzięki ulicznemu zbieractwu sporej części żaków nadzwyczajnie się przelewało).

Nieraz użył ktoś słowa „polewka„, nie mając wcale na myśli jedzenia. Bliżej konsumpcji jako takiej było już polewanie (choć płynne kalorie nie każdy przyswoił bezboleśnie). Gdzieś w Polsce kilku studentów wylano ze studiów za zignorowanie (olewanie?) żałoby narodowej i zorganizowanie grilla przed akademikiem.

Okazało się, że wpisy też nasiąkają i knotek od pointy mi [hssss] zagasiło 😛

składnik dodatkowy…

…Do „upieczenia” nowego wpisu (po długiej przerwie zresztą) skłoniła mnie etykieta „chleba” z jednego z hipermarketów (ze względów politycznych wymienienie nazwy sieci w tym miejscu jest po prostu nierealne). Całość tworzy 11 składników oraz śladowe ilości: „jaj, soi, mleka, arachidów, sezamu i łubinu”. Wszystko zaś po to, by arcydzieło myśli technicznej wyglądało jak normalny chleb ważąc przy tym zaledwie 370g. Dodatkową funkcją jest samoistne przekształcenie chlebka w młotek w 12 godzin po upieczeniu (niektóre modele przekształcają się w kostkę brukową, nieliczne otrzepują się z mąki i wychodzą z kuchni rzucając przekleństwami).

Do chleba proponuję smaczny produkt mleczarski z kategorii „leżało obok jogurtu”. Słaby kolor? Koszenila…Za rzadkie? Żelatyna, guma guar, pektyny, skrobia ziemniaczana, mączka chleba świętojańskiego…Niby to wszystko naturalne składniki (mielone czerwone robaczki, wyciągi z buraka i wodorostów) ale, z tego co pamiętam, nie występują w NATURALNYM jogurcie czy serku…

Na deser proponuję wyrób czekoladopodobny i pryskane hormonami , „dużo-szybciej-czerwone” jabłuszko…

Jeśli zjedliście coś z powyższej listy i po lekturze nie jesteście zadowoleni, polecam całkowicie naturalny ol  e   j  r    y     c      y       n        o         w          y                  😛

%d blogerów lubi to: